05/06/2026
Moje dzieci są już w takim wieku, że same często coś gotują.
Biorą przepisy i starają się robić wszystko tak, jak mówi przepis (na papierze lub w thermomixie).
Obserwuję to z boku i – jak to ja – pokazuję jak coś można robić na skróty, co jest bez sensu napisane albo np. jak kroić coś lepiej.
Ale – co istotne – nauczona latami wcześniejszych doświadczeń nigdy się nie wcinam.
Tylko najpierw pytam, czy chcą, żebym im pokazała moje doświadczenie. Jak mówią, że NIE – nie odzywam się. Czekam.
Celem jest ugotowanie / upieczenie, a nie tylko robienie pod dyktando.
I pozwalam na to, żeby to trwało 3 razy dłużej niż wstępnie zaplanowałam, żeby był ten cały s*f w domu, który później niestety najczęściej nie jest idealnie doprowadzony do pierwotnego stanu i żeby być może nie wyszło.
Ale to co mnie totalnie zaskakuje to sposób, w jaki oni robią niektóre rzeczy.
Na przykład mój najstarszy syn zanim zacznie coś robić wyciąga WSZYSTKIE składniki na blat. Dla mnie było to bez sensu, bo szkoda miejsca, bo bałagan, później będzie na to lepszy czas (kiedy na przykład coś się będzie dusić) itd. – ale wiecie, że dzięki temu nigdy mu niczego nie zabrakło? Bo jak czegoś nie było, to jeszcze zdąży iść do sklepu albo zmienić danie!
Do dzisiaj nie umiem tak gotować i niestety... czasem w połowie gotowania okazuje się, że musze wprowadzić jakąś autorską modyfikację, bo jednak mam nie tą śmietanę, którą potrzebowałam, a na pierwszy rzut oka w lodówce widziałam przecież śmietanę! 😂
Mój syn lat 17 już dawno piecze ciasta lepiej niż ja. Być może właśnie dzięki temu, że mu się nie wtrącałam w proces (bo ja ewidentnie lepiej gotuję niż piekę 🤦♀️)
Zostawiliśmy więc taki domowy podział i ja już nic nie piekę. Ufam mu nawet w obszarze imprez rodzinnych.
Jednocześnie w sprzątaniu czy ogólnym prowadzeniu domu… no jeszcze trochę musi się podszkolić, choć jest w nieustannej praktyce 😁
Ale po co Wam to mówię?
Bo to piękna analogia do zespołu, ich mocnych i słabych stron, naszych mocnych i słabych stron i tego, że razem się dopełniamy, a nie rywalizujemy!
W swoim biurze na pewno masz też osoby, które są mniej doświadczone niż ty.
Może są na początku swojej drogi zawodowej.
Może wcześniej nie obsługiwały TAKIEGO klienta.
Czy przeszło Ci przez myśl, żeby im zaufać w jakimś procesie, który robią inaczej niż Ty?
Ja na przykład bardzo nie lubię pisać podsumowania spotkań.
Ciągle coś poprawiam i mi się wydaje, że o czymś ważnym zapomniałam.
Więc przestałam to robić – wyznaczyłam osobę do tego zadania. Początkowo oczywiście przed wysyłką czytałam i nanosiłam korekty, później już nie. Sam fakt, że nie przeczytam przed wysłaniem spowodował, że podsumowania były dużo fajniejsze niż wcześniej. Bo odpowiedzialność za efekt nie była już na mnie!
A najdziwniejsze dla mnie było to, że ktoś nienawidził prowadzić tych spotkań i wolał być po prostu w tle. Szok! Przecież to mój żywioł! Serio ktoś może tego nie lubić?
No właśnie.
Nie to łatwe co łatwe, ale co komu lekko przychodzi.
Tak w życiu, jak i w pracy.