20/05/2026
Środa.
Dzień przed spełnieniem jednego z moich marzeń.
A ja siedzę od dwóch dni w domu…
bez makijażu,
z włosami związanymi w niedbały kucyk,
pracując zdalnie między telefonami, mailami i emocjami,
czekając na telefon od Alicji, że mogę przyjechać przykryć moją siwiznę.
I chyba właśnie to jest najbardziej prawdziwe.
Że za każdym „wielkim wydarzeniem” stoi kobieta,
która chwilę wcześniej siedzi w ciszy,
patrzy w ścianę
i próbuje się nie rozpłakać.
Powiem Wam coś szczerze…
zżera mnie trema.
Nie przed sceną.
Nie przed mikrofonem.
Ale przed tym,
że jutro będę musiała stanąć przed ludźmi naprawdę naga emocjonalnie.
Bo przygotowując ten event,
pisząc scenariusz,
układając pytania,
wracałam do swojego życia kawałek po kawałku.
Do tych pięknych chwil.
Ale też do tych,
o których człowiek wolałby czasami już nie pamiętać.
I nagle okazało się,
że pod tą silną kobietą,
która codziennie zarządza firmami,
ogarnia ludzi,
podejmuje decyzje,
motywuje innych,
nadal mieszka dziewczyna,
która kiedyś bardzo się bała.
Która czasami siadała sama wieczorem i płakała tak cicho,
żeby nikt nie usłyszał.
Dużo płakałam przez ostatnie tygodnie.
Naprawdę dużo.
Bo żeby stworzyć coś prawdziwego,
trzeba najpierw odważyć się spojrzeć w oczy samej sobie.
Jutrzejszy dzień jest dla mnie ważny.
Bardziej niż ktokolwiek może przypuszczać.
To podziękowanie dla kobiet, które mi zaufały.
Dla moich Klientek.
Dla tych, które są obok mnie od lat.
Które widziały mnie czasami silną…
a czasami posklejaną tylko uśmiechem.
Ale chyba jeszcze bardziej…
to prezent dla tej małej Romy sprzed lat.
Tej, która wtedy nawet nie marzyła,
że kiedyś będzie mogła spełniać marzenia innych kobiet…
i swoje własne.
Więc siedzę dziś tutaj.
Zmęczona.
Wzruszona.
Trochę przestraszona.
I próbuję nie myśleć za dużo.
A największe ukojenie daje mi głos mojej przyjaciółki.
Tej, która czuje mój lęk nawet przez telefon.
Która stresuje się razem ze mną.
I mówi tylko:
„Będę tam.”
I nagle wszystko we mnie mięknie.
Bo człowiek naprawdę nie potrzebuje w życiu tłumów.
Potrzebuje kilku osób,
przy których może się rozsypać…
i nadal będzie kochany 🤍